* * *
Powstała inicjatywa, z pewnością w najlepszych intencjach, protestu katolików.
Absolutnie rozumiem kryjący się za tą akcją sentyment. Rozumiem poczucie krzywdy i rozczarowania. Sam czuję się sfrustrowany postawą episkopatu w wielu kwestiach: brak wyjaśnień ws. przypadków krycia przestępstw seksualnych, brak otwartości na rzetelną krytykę i przede wszystkim kosmiczną odległość między biskupstwem a zwykłymi świeckimi - zarówno w przestrzeni mentalnej jak i administracyjnej. Mam tego dość i w zasadzie poniekąd dobrze, że świeccy wyrywają się z marazmu i obojętności.
A jednak cały wydźwięk tej akcji i otwartego listu w niej promowanym jakoś mi tak niesłychanie zgrzyta. Nie tylko samo słowo "protest" (które jak dla mnie jest w pewnym sensie antytezą chrześcijaństwa) ale te wszystkie dalekosiężne (i jak sądzę chybione) pomysły na Kościół, które się za nim kryją.






