![]() |
| Chrystus chodzący po wodzie - mozaika z katedry w Monreale na Sycylii (XII w.) |
Przeglądając ostatnio jedną ze swoich ulubionych katolickich stron
informacyjnych, trafiłem na rozmowę z kardynałem
Robertem Sarah. Ucieszyłem się, bo gwinejskiego kardynała bardzo lubię, a w zasadzie ten wywiad doskonale wpasował się w temat, który sam od
dłuższego czasu chciałem podjąć (tylko nie potrafiłem poskładać myśli w sensowny wpis). Kardynał poruszył wiele zagadnień i cała
rozmowa z nim jest ogromnie pouczająca, więc serdecznie polecam wszystkim
znającym angielski. Mnie jednak szczególnie poruszyło jego zwrócenie uwagi na
"płynny ateizm", który według niego naznacza myślenie wielu
współczesnych katolików. Ateizm ten tak dogłębnie wdarł się do naszego myślenia,
że praktycznie go nie zauważamy, a jego najwyrazistszym objawem jest to, że Bóg
mimo pozorów wcale nie jest na pierwszym miejscu w naszym stosunku do siebie,
bliźniego i świata.
Nie chcąc powtarzać tego, co kardynał mówi w wywiadzie, podzielę
się tutaj podobną obserwacją w swoich własnych słowach. Nie wiem jak to się
stało, ale opanowaliśmy do perfekcji taką formę życia wiarą, że przyjmujemy
chrześcijaństwo za prawdę, a jednocześnie świat oglądamy przez mocno ateistyczne soczewki. Patrzymy na świat jak na byt odrębny od Boga – nie jako
stworzenie całkowicie Jemu poddane, ale jako niezależną od Niego rzeczywistość, w której
naszym zadaniem jest wygospodarować Mu jakąś działkę (idealnie jak największą, ale
jednak wydzieloną). W szczególności zaś (świadomie lub nie) uważamy świat i
idee w nim przeważające, jako nadrzędne do Kościoła, który sam ustanowił.
