Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiara. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiara. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 listopada 2020

Boża obietnica, wzruszenie i lęk

"Drabina Raju" - XII-wieczna ikona z Klasztoru św. Katarzyny na Górze Synaj.

Kiedy ostatni raz zatęskniłeś za Niebem?

Kiedy ostatni raz pomyślałeś o tym, że Twoim ostatecznym celem jest niekończące się nigdy szczęście, trwałe zjednoczenie z czystą, nieskończoną Miłością - Bogiem, który z miłości do Ciebie stał się człowiekiem i dał się zabić na krzyżu?

Kiedy ostatni raz – w obliczu świata ogarniętego grzechem, złem, smutkiem i cierpieniem – wzruszyłeś się tym, że kiedyś Pan powróci, wynagrodzi wszelką sprawiedliwość, "przekształci nasze ciało poniżone" (Flp 3,21), „otrze wszelką łzę” i sprawi, że „śmierci już nie będzie” (Ap 21,3-4)?

Kiedy ostatni raz zapragnąłeś całym sobą usłyszeć od Króla Wszechświata: „Dobrze, sługo dobry i wierny” (Mt 25,21), oraz „Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata” (Mt 25,34)?

Źródłem licznych smutków i trwającego zagubienia jest przede wszystkim to, że zapominamy o tym, że nasza ojczyzna nie jest stąd - jest nią Niebo (Flp 3,20). Nie zostaliśmy stworzeni po to, by przeżyć w mniej lub bardziej uciążliwych warunkach kilkadziesiąt lat życia, będąc całkowicie oddanym na pastwę losu, a następnie bez wyjątku umrzeć i odejść w niepamięć, nieświadomość i niebyt, gdzie nie liczy się nic, a na pewno nie my sami. Zostaliśmy stworzeni, aby być z Bogiem. Jesteśmy powołani do szczęścia, do królowania, do wielkiej chwały i przede wszystkim do miłości.

środa, 19 sierpnia 2020

Poszukiwacz Pereł - Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny

Maryja z Dzieciątkiem Jezus Matka Boska, Matka Boska, Matka Boska, Zakonnica, Jezus Chrystus, Malarstwo, Matka Boska, Historia Sztuki, Wiara

"Jezus Chrystus przyszedł na świat przez Najświętszą Maryję Pannę i także przez Nią ma panować na świecie" 

                                            - św. Ludwik Maria Grignion de Montfort


Pierwszy raz usłyszałem o Traktacie o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny na rekolekcjach w Korbielowie parę lat temu, gdzie podczas integracji jeden z uczestników opowiadając o tej książce powiedział, że jest ona dla niego "najważniejszą książką po Biblii". To bardzo śmiałe stwierdzenie zapadło mi mocno w pamięć i parę miesięcy później z ogromnym zaciekawieniem zabrałem się za czytanie Traktatu. Nie była to najłatwiejsza lektura, ale już w pierwszych akapitach uderzyła mnie głębia i moc zawartych w dziele myśli. Od razu poczułem, że będzie to książka, którą zapamiętam na długo. Tak faktycznie się stało - chociaż osobiście nie użyłbym tak mocnych słów, jak wcześniej wspomniane, to bez wątpienia jest to lektura, która miała ogromny wpływ na moje życie duchowe i kształtowanie się mojej wiary katolickiej; z pewnością najważniejsze dzieło, jeśli chodzi o kwestię nabożeństwa do Maryi. Z tego względu już od samego początku tworzenia tego bloga bardzo chciałem napisać o Traktacie i zachęcić innych do odkrycia tego niezwykłego dzieła. Dodatkowo traktuję ten wpis jako pewną formę wyrazu wdzięczności do Maryi, której opiekę, miłość i troskę na przestrzeni ostatnich paru lat odczuwałem (i wciąż odczuwam) szczególnie mocno. Bardzo chciałem nawet w ten skromny sposób pomóc rozszerzać nabożeństwo do Niej. Jeśli tym wpisem przekonam chociażby jedną osobę do pogłębienia swojej relacji z Bogurodzicą, cel uznam za spełniony. 

Tak czy inaczej, przejdźmy do rzeczy.

czwartek, 9 lipca 2020

Granice poświęcenia. Miejsce heroizmu w etyce chrześcijańskiej - praca na konkurs Dominikańskiego Studium Filozofii i Teologii

Zupełnie przegapiłem moment, kiedy Dziennik Poszukiwacza Pereł skończył już rok! Szkoda, bo myślę że byłaby to dla dobra okazja do (skromnego, ale jednak) świętowania. Z pewnością nie udawało mi się pisać ani tak regularnie, ani tak często jak chciałem, ale jak na pierwszy tego rodzaju skok w blogosferę jestem całkiem zadowolony. 100 polubień tego profilu również cieszy, mam nadzieję, że moje teksty okazały się dla niektórych z Was inspirujące, pomocne, albo przynajmniej ciekawe.

Z tej okazji chciałem udostępnić pewien dłuższy tekst, który napisałem na tegoroczną edycję konkursu organizowanego przez Dominikańskie Studium Filozofii i Teologii. Tegorocznym tematem było: "Granice poświęcenia. Miejsce heroizmu w etyce chrześcijańskiej". Mimo starań nie udało mi się niestety wywalczyć podium, co nie zmienia faktu, że jestem zadowolony z tej pracy na tyle, by podzielić się nią ze światem - na tyle, na ile jestem w stanie obiektywnie ocenić, nie znalazła się tam chyba żadna herezja  Tym, których interesuje temat heroizmu a nie odstrasza kilkanaście stron tekstu, życzę miłej lektury, a pozostałym dziękuję za dotychczasowe wsparcie!

Link do pracy tutaj.

poniedziałek, 9 marca 2020

A jeśli się mylę... czy to wyłącznie moja sprawa?

Św. Joachim czytający księgę - Michaelina Wautier (1650)

Muszę przyznać, że ten Wielki Post rozpocząłem z ciężarem na sercu. Raz czuję go mocniej, raz słabiej, ale nie jestem w stanie się go pozbyć.

Otóż sprawa jest dość prosta. Od paru lat inwestuję cały swój intelekt, całą swoją duchowość, całe swoje życie w wiarę katolicką. Wpatruję się w prawdę, nawet wtedy gdy jej treść wymyka się nieraz poza granice skończonego rozumu. Bronię tej prawdy tak zawzięcie, jakbym stawał w obronie własnej rodziny. Wyznaję wartości, wobec których zawszę będę niedoskonały i w drodze. Pragnę by wszyscy dostrzegli w końcu ich prawdziwość i dobro.

A przecież wiara nie odbiera mi kontaktu z rzeczywistością. Widzę, jak bardzo skomplikowany jest świat i jak wiele ludzi nie wierzy w Boga, o wierze katolickiej nie wspominając. Nie chcę w tym wpisie akurat mierzyć się z problemem "ukrytego Boga" ani z wieloma innymi pytaniami, które nieuchronnie w tym kontekście się pojawiają. Ale świadomość bycia tak mocno przekonanym w coś, co większości społeczeństwa zupełnie nie rusza, napawa mnie pewnego rodzaju niepokojem. W czym niby jestem lepszy, w jaki sposób niby mądrzejszy lub bardziej spostrzegawczy od tych, którzy mojej wiary nie podzielają? Czy na pewno jestem na tyle pewny swoich przekonań, że usprawiedliwia to ich szerzenie? Skąd wiem, że swoją definicję prawdy buduje na dobrych argumentach, a nie po prostu na zręcznym unikaniu kontrargumentów?

piątek, 28 lutego 2020

Dlaczego wierzysz?


Król pije, albo Fasolowy Król - Jakob Jordaens (1640-1645)

Dlaczego wierzymy w rzeczy? Dlaczego wierzymy ludziom, gdy nam coś obiecują lub opowiadają? Dlaczego wierzymy w zawartość podręczników, prac naukowych, wykładów? Dlaczego, generalnie rzecz biorąc, wierzymy w cokolwiek?

Nie zabłysnę tu zbytnio, gdyż odpowiedź jest rozbrajająco prosta - ponieważ uważamy to, w co wierzymy, za prawdę. Zanim uwierzymy komuś lub czemuś, ostrożnie rozważamy dostępne przesłanki (dowody, doświadczenie, wiarygodność autorytetu i tak dalej) i dopiero gdy dojdziemy do wniosku, że coś jest prawdziwe, decydujemy się w coś wierzyć.

Szczególnie podejrzliwi jesteśmy w stosunku do spraw bezpośrednio nas dotyczących. Nie chcielibyśmy wierzyć w coś tylko dlatego, że brzmi miło. Obietnice, rady, propozycje na udane życie - wszystko to staramy się weryfikować. W zasadzie im poważniejsza jest obietnica, tym bardziej próbujemy dociec, czy jest ona wiarygodna. Jest to zwykła ostrożność - w końcu jeśli w ważnej sprawie uwierzymy kłamstwu doprowadzi tylko do wielkiego rozczarowania. A im większa obiecana rzecz, tym większe potencjalne rozczarowanie i tym większa strata.

Skoro w ten sposób traktujemy wiarę w codzienne rzeczy i pospolite informacje, zastanawia mnie czasem, dlaczego tak wiele osób ma całkowicie odwrotne podejście w sprawach znacznie poważniejszych, mających nieporównywalnie donioślejsze skutki - w kwestii wiary, religii i światopoglądu. Choć wiara dotyka najbardziej fundamentalnych aspektów naszego życia i jej obietnice sięgają znacznie dalej, niż doczesność, niekoniecznie przekłada się to na dociekliwość co do prawdziwości tego, w co się wierzy. W większości przypadków mam wrażenie chodzi jedynie o to, żeby przyjęcie i praktykowanie konkretnej wiary po prostu dawało nam to, co chcemy lub potrzebujemy.

wtorek, 19 listopada 2019

Lepiej późno, niż wcale

fot. Ewa Bednarz

Dzisiaj zwrócił moją uwagę jeden szczegół w tym fragmencie Ewangelii Marka, w którym jest mowa o kobiecie cierpiącej na krwotok (Mk 5,21-43).

Ewangelista pisze, że "Wiele przecierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej." Tak więc 12 lat próbowała na wszelkie sposoby samodzielnie uporać się z problemem i dopiero gdy nie została jej dosłownie żadna inna opcja, przyszła do Boga. Czytelnik mógłby spodziewać się, jeśli nie jakiejś surowej reprymendy, to przynajmniej jakiegoś łagodnego upomnienia za tak długie poleganie na ludzkich staraniach, a nie na Bogu. A tymczasem Pan Jezus nie robił tej utrudzonej kobiecie żadnych wyrzutów, nawet nie zwrócił jej uwagi. Po prostu ją uzdrowił.

piątek, 27 września 2019

O "płynnym ateizmie"


Umblarea pe mare, mozaic sec. 12, monreale, sicilia
Chrystus chodzący po wodzie - mozaika z katedry w Monreale na Sycylii (XII w.)

Przeglądając ostatnio jedną ze swoich ulubionych katolickich stron informacyjnych, trafiłem na rozmowę z kardynałem Robertem Sarah. Ucieszyłem się, bo gwinejskiego kardynała bardzo lubię, a w zasadzie ten wywiad doskonale wpasował się w temat, który sam od dłuższego czasu chciałem podjąć (tylko nie potrafiłem poskładać myśli w sensowny wpis). Kardynał poruszył wiele zagadnień i cała rozmowa z nim jest ogromnie pouczająca, więc serdecznie polecam wszystkim znającym angielski. Mnie jednak szczególnie poruszyło jego zwrócenie uwagi na "płynny ateizm", który według niego naznacza myślenie wielu współczesnych katolików. Ateizm ten tak dogłębnie wdarł się do naszego myślenia, że praktycznie go nie zauważamy, a jego najwyrazistszym objawem jest to, że Bóg mimo pozorów wcale nie jest na pierwszym miejscu w naszym stosunku do siebie, bliźniego i świata.

Nie chcąc powtarzać tego, co kardynał mówi w wywiadzie, podzielę się tutaj podobną obserwacją w swoich własnych słowach. Nie wiem jak to się stało, ale opanowaliśmy do perfekcji taką formę życia wiarą, że przyjmujemy chrześcijaństwo za prawdę, a jednocześnie świat oglądamy przez mocno ateistyczne soczewki. Patrzymy na świat jak na byt odrębny od Boga – nie jako stworzenie całkowicie Jemu poddane, ale jako niezależną od Niego rzeczywistość, w której naszym zadaniem jest wygospodarować Mu jakąś działkę (idealnie jak największą, ale jednak wydzieloną). W szczególności zaś (świadomie lub nie) uważamy świat i idee w nim przeważające, jako nadrzędne do Kościoła, który sam ustanowił.

wtorek, 25 czerwca 2019

Ile można czekać?

Fresk w Kaplicy na Polu Pasterzy, Betlejem

Chyba jedną rzecz powinienem zaznaczyć na samym początku tego bloga - naprawdę nie czuję się duchowo pewnie w tym momencie życia. Czuję się przytłoczony swoimi grzechami, lenistwem, gnuśnością. Chciałbym żyć dużo lepiej, niż na co dzień potrafię. Najtrudniejsze jednak w tym wszystkim jest to, że mam poczucie, że miało być inaczej. Był taki moment, kiedy Bóg dogłębnie przemienił moją duszę i pozwolił mi doświadczyć w wyjątkowy sposób, jak bardzo mnie kocha. 

Było  to około dwóch lat temu, po długich miesiącach intelektualnych poszukiwań, w których trakcie zacząłem kompletnie tracić wiarę. W momencie, gdy naprawdę byłem już przekonany, że nic nie może mnie na powrót przekonać do wiary, za sprawą kilku niezwykłych zbiegów okoliczności zacząłem znajdywać jedna po drugiej odpowiedzi na od dawna nurtujące mnie pytania. Po miesiącach, w których wiara chrześcijańska wydawała mi się wręcz absurdalna, przyszedł czas, gdy z zaskoczeniem odkryłem jej zaskakującą fundamentalną spójność. Równolegle obudziło się we mnie wyraźne jak nigdy wcześniej poczucie Bożej obecności i zrozumiałem na nowo Jego potężną obietnicę złożoną w Starym i Nowym Testamencie, że On nigdy nas nie opuszcza i nigdy nie przestaje nas słuchać. Wtedy zrozumiałem, umysłem i sercem, że jeśli zawierzę Mu swoje życie, to naprawdę On będzie mnie prowadził ku dobru. To było dla mnie wtedy jasne jak Słońce i pociągnęło za sobą szereg naprawdę odważnych decyzji (o których może innym razem).

Naprawdę chciałem wtedy odwdzięczyć się Bogu całym sobą i miałem nieodparte przeświadczenie, poparte przecież Pismem i wiarą katolicką, że jeśli tylko Mu zaufam i zawierzę Mu wszystko, to On przemieni moje życie.