poniedziałek, 9 września 2019

Poszukiwacz Pereł - encyklika "Humanae Vitae" św. Pawła VI

Słowem wstępu - seria #PoszukiwaczPereł pojawia się oryginalnie na mojej stronie na Facebooku, ale zamieszczam je również tutaj dla porządku i na dowód, że blog nie umarł, a żyje.

Idea jest taka, że aby dotrzymać konwencji, jaką nadaję temu blogowi jego nazwa, publikuję co tydzień krótką zajawkę/komentarz o godnej polecenia pozycji (książkowej lub online), w mojej odczuciu będącą po prostu perłą. Te teksty będą raczej krótkimi formami zamiast obszernymi recenzjami, ale mam nadzieję, że wciąż będą w stanie zachęcić potencjalnego czytelnika do lektury. Chciałbym jednocześnie podzielić się tym co, w moim odczuciu, dzieło może dać czytelnikowi, ale też co może już od niego wymagać na starcie.

Tyle tytułem wprowadzenia, w drogę!

* * *


#PoszukiwaczPereł na dziś - encyklika "Humanae Vitae" św. Pawła VI

Dzisiaj bez dłuższego komentarza - uważam, że ta encyklika jest obowiązkową lekturą każdego katolika. Nie tylko dlatego, żeby samemu zapoznać się z nauką Kościoła, ale by umieć ją bronić wobec wątpiących i zwalczających. Dzisiaj jest to szczególnie ważne - w prywatnej opinii wielu katolików antykoncepcja, jeśli nie moralnie obojętna, to z pewnością jest moralnie dopuszczalna. Jest to wielki błąd - Kościół naucza, że antykoncepcja jest czynem wewnętrznie złym, a zatem niedopuszczalnym w każdych okolicznościach. Warto zaznaczyć, że moralność antykoncepcji nie jest jedynym tematem encykliki (w zasadzie zajmuje się ona ogólnie tematem małżeństwa w rozumieniu nauki katolickiej), ale z pewnością jest najbardziej kontrowersyjnym tematem w niej podjętym.

poniedziałek, 2 września 2019

Poszukiwacz Pereł - listy świętego Ignacego Antiocheńskiego

Słowem wstępu - seria #PoszukiwaczPereł pojawia się oryginalnie na mojej stronie na Facebooku, ale zamieszczam je również tutaj dla porządku i na dowód, że blog nie umarł, a żyje.

Idea jest taka, że aby dotrzymać konwencji, jaką nadaję temu blogowi jego nazwa, publikuję co tydzień krótką zajawkę/komentarz o godnej polecenia pozycji (książkowej lub online), w mojej odczuciu będącą po prostu perłą. Te teksty będą raczej krótkimi formami zamiast obszernymi recenzjami, ale mam nadzieję, że wciąż będą w stanie zachęcić potencjalnego czytelnika do lektury. Chciałbym jednocześnie podzielić się tym co, w moim odczuciu, dzieło może dać czytelnikowi, ale też co może już od niego wymagać na starcie.

Tyle wstępu, w drogę!

* * *
Rycina z "Historii Kościoła" Martina Wehrmanna (1880)

#PoszukiwaczPereł na ten tydzień - listy świętego Ignacego Antiocheńskiego.

Na początek powiem, że moje osobiste odkrycie, że istnieją pisma Ojców Kościoła i do wielu z nich jest swobodny dostęp, był dla mnie przełomowy. Jak to, mogę przeczytać słowa pierwszych chrześcijan i jeśli tylko czas i ochota pozwoli, prześledzić rozwój myśli chrześcijańskiej i nauki katolickiej od pierwszych wieków aż do średniowiecza? Czemu nikt mi o tym wcześniej nie powiedział?

Myślę że każde z tych pism jest bezcenne i warte uwagi, ale jeśli miałbym wybrać ulubione dzieło, to z tych kilku pism, które miałem przyjemność już przeczytać, w mojej własnej ocenie na czołówkę wysuwają się listy św. Ignacego, z kilku powodów.

piątek, 30 sierpnia 2019

Poszukiwacz Pereł - "Dzieje Duszy" św. Teresy z Lisieux


Słowem wstępu - seria #PoszukiwaczPereł pojawia się oryginalnie na mojej stronie na Facebooku, ale zamieszczam je również tutaj dla porządku i na dowód, że blog nie umarł, a żyje.

Idea jest taka, że aby dotrzymać konwencji, jaką nadaję temu blogowi jego nazwa, publikuję co tydzień krótką zajawkę/komentarz o godnej polecenia pozycji (książkowej lub online), w mojej odczuciu będącą po prostu perłą. Te teksty będą raczej krótkimi formami zamiast obszernymi recenzjami, ale mam nadzieję, że wciąż będą w stanie zachęcić potencjalnego czytelnika do lektury. Chciałbym jednocześnie podzielić się tym co, w moim odczuciu, dzieło może dać czytelnikowi, ale też co może już od niego wymagać na starcie.

Tyle wstępu, w drogę!

* * *

Dzisiejszy #PoszukiwaczPereł – „Dzieje duszy” św. Teresy z Lisieux

Na samym początku chciałbym wspomnieć, że św. Teresa z Lisieux, zwana również Małą Teresą lub Małym Kwiatkiem, to jedna z moich ulubionych świętych. Głównie dlatego, że jej doświadczenie utraty wiary z jednoczesnym wytrwaniem w miłości do Boga było dla mnie swego czasu wielką otuchą (choć również sporą zagwozdką). Nie jest to jednak jedyny powód - nie sposób streścić tego w jednym wpisie, ale św. Teresa jest naprawdę fascynującą postacią, która zostawiła po sobie niezwykłą spuściznę. Wystarczy wspomnieć, że św. Teresa zmarła mając 24 lata, została kanonizowana ćwierć wieku później, a w setną rocznicę śmierci została ogłoszona najmłodszym w historii Doktorem Kościoła. Mało kto (jeśli w ogóle) może się pochwalić podobnym życiorysem.

czwartek, 15 sierpnia 2019

I Ja ciebie nie potępiam!

"Jawnogrzesznica" - Józef Unierzyński, 1920

Z 8 rozdziału Ewangelii Św. Jana:
1 Jezus natomiast udał się na Górę Oliwną, 2 ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał ich. 3 Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: 4 «Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. 5 W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?» 6 Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. 7 A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień». 8 I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. 9 Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. 10 Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: «Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?» 11 A ona odrzekła: «Nikt, Panie!» Rzekł do niej Jezus: «I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz!». 
Rozmyślając nad ostatnią sytuacją z kazaniem arcybiskupa Jędraszewskiego, jego słowach o "tęczowej zarazie" i o reakcji środowiska kościelnego i reszty społeczeństwa, ni stąd, ni zowąd w głowie pojawił mi się powyższy fragment Ewangelii. Niekoniecznie jednak w najbardziej oczywistym sensie.

sobota, 20 lipca 2019

Quo Vadis, chrześcijanie i cierpienie

Znalezione obrazy dla zapytania piotr stachiewicz quo vadis
Piotr Stachiewicz, "Ursus ocala Ligię", ok. 1902
Mam głębokie przekonanie, że nie ma książek bardziej wartościowych od tych, które rzetelnie mierzą się z fundamentalnymi pytaniami filozofii i teologii. Mimo to nie sądzę, że wielu z nas byłoby w stanie poświęcić się wyłącznej lekturze opasłych tomisk poświęconych tym dwóm dziedzinom. Każdy czuje potrzebę sięgnięcia do innych lektur - jeśli nie dla chwili oddechu i rozrywki, to przynajmniej po to, by móc przyjrzeć się jak o ważnych dla człowieka sprawach piszą nie filozofowie, ale artyści. Nie będę tu ściemniał - mnie raczej ten pierwszy powód jakiś czas temu skłonił do powrotu do regularnego czytania książek innych niż apologetycznych (na które dość długo miałem fazę). Niemniej jednak jakaś domieszka drugiego powodu również zaistniała, skoro zacząłem po pewnym czasie sięgać nie tylko po kryminały, ale również po tak zwane "klasyki literatury". Nigdy wcześniej specjalnie mnie do nich nie ciągnęło, ale wydaje mi się, że kiedy człowiek zacznie się interesować filozofią, nawet na bardzo podstawowym poziomie, zaczyna go równolegle fascynować rozwój ludzkiej myśli i kultury na przestrzeni wieków, a więc również i literatury. Dodatkową motywację, bardziej osobistą, dał mi mój dziadek, który podczas jednej z mojej wizyt w domu zaczął mnie zachęcać do pożyczania książek z jego osobistej biblioteczki i ewidentnie sprawiało mu radość, gdy z propozycji korzystałem. W ten sposób któregoś razu trafiło w moje ręce Quo Vadis. Nie wiem, co oprócz rozpoznawalnego tytułu skłoniło mnie do wzięcia tej właśnie powieści. Miałem tę książkę jako lekturę w liceum, ale najwidoczniej wtedy zupełnie nie poczułem weny do jej przeczytania. Być może po gimnazjalnej lekturze "Krzyżaków" nie miałem najlepszej opinii o literackim kunszcie Sienkiewicza, dlatego też nie spodziewałem się nic fenomenalnego i do niedawna Quo Vadis leżało gdzieś na szarym końcu mojej listy czytelniczej.

wtorek, 25 czerwca 2019

Ile można czekać?

Fresk w Kaplicy na Polu Pasterzy, Betlejem

Chyba jedną rzecz powinienem zaznaczyć na samym początku tego bloga - naprawdę nie czuję się duchowo pewnie w tym momencie życia. Czuję się przytłoczony swoimi grzechami, lenistwem, gnuśnością. Chciałbym żyć dużo lepiej, niż na co dzień potrafię. Najtrudniejsze jednak w tym wszystkim jest to, że mam poczucie, że miało być inaczej. Był taki moment, kiedy Bóg dogłębnie przemienił moją duszę i pozwolił mi doświadczyć w wyjątkowy sposób, jak bardzo mnie kocha. 

Było  to około dwóch lat temu, po długich miesiącach intelektualnych poszukiwań, w których trakcie zacząłem kompletnie tracić wiarę. W momencie, gdy naprawdę byłem już przekonany, że nic nie może mnie na powrót przekonać do wiary, za sprawą kilku niezwykłych zbiegów okoliczności zacząłem znajdywać jedna po drugiej odpowiedzi na od dawna nurtujące mnie pytania. Po miesiącach, w których wiara chrześcijańska wydawała mi się wręcz absurdalna, przyszedł czas, gdy z zaskoczeniem odkryłem jej zaskakującą fundamentalną spójność. Równolegle obudziło się we mnie wyraźne jak nigdy wcześniej poczucie Bożej obecności i zrozumiałem na nowo Jego potężną obietnicę złożoną w Starym i Nowym Testamencie, że On nigdy nas nie opuszcza i nigdy nie przestaje nas słuchać. Wtedy zrozumiałem, umysłem i sercem, że jeśli zawierzę Mu swoje życie, to naprawdę On będzie mnie prowadził ku dobru. To było dla mnie wtedy jasne jak Słońce i pociągnęło za sobą szereg naprawdę odważnych decyzji (o których może innym razem).

Naprawdę chciałem wtedy odwdzięczyć się Bogu całym sobą i miałem nieodparte przeświadczenie, poparte przecież Pismem i wiarą katolicką, że jeśli tylko Mu zaufam i zawierzę Mu wszystko, to On przemieni moje życie.

środa, 12 czerwca 2019

Wyruszamy na poszukiwania



Znalezione obrazy dla zapytania writing chimpanzee

Chciałbym zacząć od słowa wstępu, aby wyjaśnić, dlaczego w ogóle podjąłem decyzję, by uzewnętrzniać się w sieci. Pomysł chodził mi po głowie już od długiego czasu, ale decydujące okazały się ostatnie miesiące. Gdy w Polsce temat molestowań seksualnych przez księży nie był jeszcze w centrum uwagi tak jak teraz, śledziłem bardzo przykre wydarzenia za Atlantykiem i w Rzymie. Raport z Pensylwanii z lipca 2018 roku, gdzie ujawniono liczne przypadki gwałtów i molestowań dokonanych przez księży. Wiarygodne oskarżenia obecnie już zlaicyzowanego Theodora McCarricka o molestowanie seminarzystów. Głośny list arcybiskupa Viganò, w którym oskarżył papieża Franciszka o brak reakcji wobec powszechnej podobno w Watykanie wiedzy grzechach McCarricka (ogromny temat, za dużo by wchodzić tu w szczegóły). Burzliwa dyskusja, rosnąca frustracja i ogromne oburzenie i poczucie krzywdy świeckiej części amerykańskiego Kościoła wobec molestowań, jak również opieszałości i niewiarygodności tamtejszego episkopatu. W zasadzie dokładnie to, co przeżywamy teraz tu w Polsce.

Fakt, były to wydarzenia, które w zasadzie nie dotyczyły mnie bezpośrednio. Mimo to poruszyły mnie głęboko - dotyczyły przecież mojego Kościoła. Byłem wściekły. Jak tu nie być wściekłym, gdy duchowni molestują dzieci, nastoletnich i seminarzystów, a ich przełożeni i koledzy albo aktywnie ich kryją, albo udają, że nic nie wiedzą. Liczne apele o przejrzystość i szybkie działanie spotykały się z pustymi obietnicami, gdy potrzebne były czyny, a ciszą, gdy były potrzebne odpowiedzi. Zbiegło się to też z piętrzącymi się już od lat problemami z katolicką ortodoksją i brakiem jasnych komunikatów od wielu duchownych, co Kościół naprawdę uczy w kwestiach  moralności. Naprawdę ciężko streścić wszystkie wspomniane przeze mnie wydarzenia i zjawiska a myślę, że nie ma takiej potrzeby z mojej strony - każdy zainteresowany może prześledzić sobie wydarzenia i zamęt ostatnich lat. Grunt, że bez wątpienia żyjemy w momencie głębokiego kryzysu Kościoła. Wydarzenia ostatnich dni w Polsce są w pewnym sensie opóźnioną falą uderzeniową katastrofy, który ma zasięg globalny.